Szukaj

Nasze odosobnienie


Nasze odosobnienie.

Każdy z nas przeżywa je na swój sposób. Jest tysiąc krzywd, albo i więcej, które dzieją się ludzkości dzisiaj za zamkniętymi drzwiami: dzieciom, dorosłym, ludziom starszym, pozostającym samotnie twarzą twarz ze sobą, i pozostającym w zgiełku licznej rodziny - małej, dużej, na małej powierzchni, na dużej powierzchni, z balkonem, bez balkonu, z ogródkiem, bez ogródka, bez domu.

Sytuacja, w której znaleźliśmy się dzisiaj - przymusowe zatrzymanie niesie ze sobą mnóstwo trudności i wyzwań, I JEDNOCZEŚNIE otwiera przed nami sporo możliwości. Zatrzymajmy się tutaj, bo właśnie ZATRZYMANIE jest dzisiaj dla nas szansą.


Spowolnienie wynikające ze spadku tempa życia, braku pośpiechu, większej ilości czasu dla większości z nas oznacza dosłowne spowolnienie ciała (zatrzymanie ciała w przestrzeni). Ciekawe czym zajmuje się umysł w chwili, gdy ciało działa na zwolnionych obrotach?

Odpowiedź jest taka, że zwykle umysł błądzi. To jego natura: błądzenie, snucie się, rozmyślanie - błąkanie się najczęściej bez celu. Ta kompulsywna aktywność umysłu staje się dla nas wyraźna, gdy zaczynamy praktykować mindfulness i ćwiczymy nawyk zatrzymywania się.

ZATRZYMYWANIE się w praktyce uważności oznacza powracanie świadomością do chwili bieżącej i uprzytamnianie sobie tego, co się dzieje, kiedy to akurat ma miejsce. Banalne stwierdzenie: "kiedy jem, to jem; kiedy idę, to idę; kiedy patrzę, to patrzę" ma niebanalne znaczenie dla naszego dobrostanu. Rozwijające się pole receptywności (słyszę, czuję, doznaję, zamieszkuję ciało), które jest wynikiem powracania i pozostawania świadomością w sobie (nie w strumieni myśli, ale w strumieniu życia przepływającego przez ciało), daje zarówno i wielką przyjemność, i ratunek przed "zapętlaniem się" ograniczonego, dyskursywnego umysłu. W parze z tymi jawnymi korzyściami idzie kolejna: wyostrzenie umysłu, którego niezwykła moc myślenia może być wykorzystana wtedy, gdy tego chcemy, a nie wtedy, gdy najmniej tego potrzebujemy. Każdy z nas zna zapewne stan zamartwiania się, albo kompulsywnego wspominania przykrych zdarzeń, żeby wymienić tylko dwa, które są szczególnie dokuczliwe.


Płynący strumień życia, który dzieje się w nas i wokół nas, i który wykracza poza myślący umysł jest daleko bardziej interesujący, niż nam się wydaje. Tyle tylko, że uwikłanie w świat myśli i nasze uzależnienie od zewnętrznych bodźców, często stoi nam na drodze do zobaczenia tego faktu wyraźnie. Wymaga to od nas oczywiście nieco zaciekawienia, ale też odwagi. Jak w każdym uzależnieniu, tak i w tym uzależnieniu od myślenia, pierwszym krokiem jest odwyk. Dlatego wiele osób mówi, że "medytacja jest strrrraaaaszna!", bo wtedy właśnie staje twarzą w twarz z gadającą małpą, która zamieszkuje głowę, która po pierwsze: nie może przestać gadać, i po drugie najczęściej mówi rzeczy przykre, męczące, albo pojawia się nuda, albo łaknienie, no i stale ta sama zdarta płyta: "to, co w tej chwili się dzieje mi nie wystarcza. Tu i teraz mnie nie satysfakcjonuje. Chcę czegoś innego...". Słuchać jej bez angażowania się w to, co mówi i bez wikłania się w wątki niedbale przez nią "wypluwane" jest niełatwym zadaniem. Bywa, że zniechęcenie przychodzi szybciej, niż doświadczenie pierwszych korzyści.

I jak to z uzależnieniem bywa, najczęściej doznając już pierwszego dyskomfortu wracamy do starego nawyku...

Zatem po pierwsze potrzebna jest podstawowa ufność w to, że pozostając poza strumieniem myśli, czeka nas coś dobrego - coś przyjemnego, coś, co wynagrodzi ten spacer szosą momentami mocno wyboistą. I nie chodzi o wyobrażenie sobie jak ma być i budowanie napięcia na tym wyczekiwaniu - to może bowiem bardziej przeszkodzić, niż wesprzeć. Chodzi jedynie o wyobrażenie sobie, że mamy wszystko to, co trzeba, żeby poczuć w życiu więcej wolności i pełni, bez żadnych zewnętrznych sprzyjających okoliczności, gadżetów i ludzi.


Dzisiaj MAMY CZAS na wielość zatrzymań, które mogą być dla nas bardziej dostępne przez fakt taki, że jesteśmy bardziej, niż zwykle eksponowani na kontakt ze sobą. Można to rozumieć jako "bycie rzuconym na pożarcie samego/samej siebie" w rozumieniu bardzo dotkliwego i trudnego doświadczenia. Jeśli jednak tylko spróbujemy wyjść nieco ze strefy komfortu, to może okazać okazać się, że bycie w większym kontakcie ze sobą: ze zmysłami, z oddechem, z doznaniami w ciele, z nagimi faktami zewnętrznego świata dźwięków i obrazów, bez konieczności natychmiastowej ich mentalnej obróbki, jest po prostu uwolnieniem, rozluźnieniem, odpuszczeniem, darem, spełnieniem.


Nawet jeśli nie praktykujesz formalnie uważności na co dzień, to mniej bodźców zewnętrznych, pochodzących ze świata zewnętrznego już robi swoją robotę, ponieważ tworzy przestrzeń pod większą koncentrację. Mniej bodźców zewnętrznych znaczy potencjalnie więcej okazji na uwrażliwienie się na doznania płynące z nas samych.

Więc może korzystając z okazji, zatrzymaj się częściej, niż zwykle. Na moment. Na sekundę, dwie, ale wiele razy dziennie. Zobacz, co się z tego może dla ciebie wyłonić.

27 wyświetlenia

© 2019 Pracownia Redukcji Stresu Marta Znaniecka